Na X lecie założenia P.K!A. Magna Polonia Vratislaviensis

W związku z dziesiątą rocznicą postania P.K!A. Magna Polonia Vratislaviensis poproszono mnie o krótkie wspomnienie na temat powstania pierwszej po II wojnie światowej Korporacji Akademickiej. Broniłem się przed tymi wspomnieniami, głównie z powodu braku czasu i braku powołania publicystycznego… Użyto wobec mnie pewnego fortelu, który okazał się skuteczny. Moja skrzynka poczty elektronicznej zasypana została kilkoma wiadomościami, że trzeba takie wspomnienia napisać, że przecież jesteś historycznym pierwszym Prezesem (użyto chyba wielkich liter) nawet padło stwierdzenie „legendarnym”… Więc ubawiony rangą sformułowań pomyślałem, że może jednak warto…

Ten przydługi wstęp proszę potraktować jako próbę wytłumaczenia się, że jednak te wspomnienia „popełniłem”.

Następne zdanie będzie już całkiem poważne dlatego w tym momencie proszę o skupienie: nie miałem dostępu do żadnych źródeł, nie miałem czasu na wywiady z osobami, które uczestniczyły w tworzeniu naszej K!; a tym bardziej z tymi osobami, które nam w tworzeniu naszej K! przeszkadzały! (sic!) Wielu nazwisk nie pamiętam i paradoksalnie na mej słabej pamięci muszę się oprzeć. Jeśli jednak zostanie to opublikowane to może nic lepszego o powstaniu K! MPV nie powstało…

Po okrągłym stole pojawiły się możliwości swobodnego organizowania się. Na uczelniach się jednak skupię bo w tym fermencie powstawania różnych organizacji pojawił się pewien niedosyt, który grupę historyków Uniwersytetu Wrocławskiego pchnął w kierunku… zbiorów Ossolineum. Piszę o tym, bo paradoksalnie nasza K! powstała (lub raczej powstawała) w czytelni Ossolineum. Tam odnaleźliśmy historyczne statuty poznańskiej K! Magna Polonia. Potem ta nazwa spodobała się narodowej młodzieży – wierzyliśmy, że oznacza ona bardziej Wielką Polskę niż Wielkopolskę… Wprowadziliśmy parę poprawek do historycznego statutu, dodaliśmy „Vratislaviensis” i K! mieliśmy gotową… Gorzej było z rejestracją, zakupieniem dekli, lokalem… Ale o tym po tym. Na razie wrócę do atmosfery tamtych lat.

Organizacje powstawały jak grzyby po deszczu. NZS (przynajmniej ten wrocławski) od samego początku stał się młodzieżówką najpierw Komitetów Obywatelskich, potem Unii Demokratycznej i następnie Unii Wolności. Nie każdemu to odpowiadało. Wokół Komitetu Wyborczego UPR (przypomnę, jeśli ktoś nie pamięta – Janusz Korwin Mikke startował do wyborów we Wrocławiu) zawiązała się tzw. PUMA „Prawicowa Unia Młodzieży Akademickiej” jej historia nie trwała długo, pewnie dlatego, że jej twórcy to studenci ostatnich lat Nauk Politycznych i po paru semestrach rozpłynęli się w świecie polityki, samorządach lokalnych, pozakładali rodziny… Powstała także Bratnia Pomoc Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, który właśnie przestał być …im. Bolesława Bieruta (tutaj ciekawostka słownik Worda Microsoftu zaznaczył nazwisko „Bieruta” jako nieznane, a ciekawe jak by się zachował w latach pięćdziesiątych)… Wracając do „Bratniaka”, powstał taki we Wrocławiu, jednak atmosfera tam panująca daleka była od Bratniej Pomocy znanej mi z przedwojennych wspomnień. Utrzymywał się z uniwersyteckich dotacji i nawet z „pomocą” miał nie wiele wspólnego (najbardziej chyba z pomocą matrymonialną – piszę to bez złośliwości, tak to po prostu wspominam, bo miałem wrażenie że wstępuje się tam „parami”). W „Bratniaku” nie znalazłem nawet pracy (choć studenci w tym czasie myli połowę wrocławskich okien i sprzątali połowę wrocławskich ulic…). Ostatnią inicjatywą studencką, którą pamiętam z tamtych lat była Legia Akademicka. Wokół idei tej skupiła się młodzież związana ideowo z ruchem premiera Jana Olszewskiego. Podobno samej idei Legii Akademickiej patronował sam Minister Obrony Narodowej p. Romuald Szeremietiew. Szybki upadek rządu Jana Olszewskiego spowodował jednak i upadek Legii.

Dziś wydaje mi się to bardzo charakterystyczne, że wszystkie te inicjatywy miały charakter tymczasowy i nigdy nie przybrały form instytucjonalnych. Głównym powodem było to, że idee te powstawały w głowach studentów ostatnich lat a jak wiadomo ostatnie lata studiów mijają szybciutko… Pamiętam też, że chętnych partii do stworzenia sobie młodzieżówki było nie mało. My zaś od bieżącej polityki chcieliśmy się jednak dystansować.

Próbowaliśmy także kontaktów ze środowiskami Duszpasterstw Akademickich. Był to okres spotkania młodych we Wrocławiu w ramach ruchu Taize i nie łatwo było znaleźć taką grupę, która by od tego ruchu się dystansowała. Co prawda u „Dominika” odbyło się parę ciekawych spotkań środowisk katolików tradycyjnych, parę razy odprawiona została stara Msza św. Sam o. Jan Spież dystansował się od duchowości „allelujastycznej”. Jednak ojcowie dominikanie nie przygarnęli nas być może z powodu braku błogosławieństwa Abpa Gulbinowicza dla inicjatyw Bractwa św. Piotra. Chyba. Tak mi się wydaje, że troszkę nas z ruchem Abpa Lefebvra identyfikowano.

Wracam znowu do Ossolineum. Wydawało się, że tak jak wszystkie wcześniej wymienione inicjatywy studenckie podobny los spotka naszą Korporację. Zdecydowana większość członków założycieli była na piątym roku studiów! Tylko paru było na roku IV. Z roczników niższych o ile pamiętam nie było nikogo i zapewne los naszej Korporacji nie wiele by się różnił od innych wspomnianych inicjatyw gdyby nie naukowe zacięcie naszych Comilitonów. Twierdzę, że to ich studia doktoranckie uratowały naszą Korporację!

Wracam znowu do Ossolineum, bo w mojej pamięci było to miejsce najbardziej sprzyjające odkryciom młodych historyków. Na podstawie statutu poznańskiej Magna Polonii powstał statut naszej korporacji. Nie chcę powiedzieć, że przejęliśmy bezkrytycznie wzory przedwojenne. Wprost przeciwnie, nad tekstem statutu pracowaliśmy w wirze sporów ideologicznych pomiędzy konserwatystami a narodowcami. Pamiętam spór o to od ilu pokoleń trzeba mieć udokumentowane polskie pochodzenie by tak naprawdę być dobrym „Polonusem”. Spory dotyczyły wszystkiego: broni jaka będziemy się posługiwać, czy można do korporacji wprowadzać kobiety i na jakich zasadach, jakie barwy, jaki herb. Wszystko należało stworzyć od nowa. Dysponowaliśmy paroma opublikowanymi wspomnieniami i kserokopiami przedwojennych dokumentów. Ostatecznie zjednoczyła nas idea kresowa. I żywe we Wrocławiu tradycje lwowskie. Za herb miał posłużyć jaszczur jako symbol zarówno odrodzenia jak i tradycji narodowych.

Z rejestracją Korporacji nie wyszło nam za dobrze. Na uczelni pani Prorektor ds. studenckich uznała, że przed wojną korporacje miały charakter faszyzujący i ona nie zamierza się przyczyniać do odrodzenia tego typu idei. Nie pomogły żadne wyjaśnienia, że to tradycje filomackie, samokształcenie… Z rejestracji na uczelni nic nie wyszło. Nie ukrywam, że brak wsparcia ze strony uczelni bardzo nas ograniczał od samego początku. Pierwszy komers miał charakter ogniska z braku stosownego pomieszczenia. W następnych latach przyszło nam się spotykać po salkach różnych akademików.

Warto jest pamiętać o trudnych początkach naszej Korporacji. Powstawała samodzielnie bez możliwości wymiany doświadczeń z innymi Korporacjami. Na odrodzenie Korporacji o przedwojennym rodowodzie trzeba było jeszcze poczekać. Jej powstanie można uznać za swoisty fenomen w życiu akademickim Wrocławia. Niech nam K! Magna Polonia Vratislaviensis rozkwita!

Fil! Jarosław Fedorów (I x K! Magna Polonia Vrat.)

Artykuł ukazał się w 19. numerze „Biuletynu Korporacyjnego”.